Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi. Zanim będzie za późno…

https://pixabay.com/pl/%C5%BCa%C5%82oba-smutek-cmentarz-statua-1701157/

Ostatnio moim miastem wstrząsnęła straszna wiadomość. W ciągu jednego tygodnia samobójstwo popełnił 15-latek i 12-letnia dziewczynka. Oboje skoczyli z okna.

Pod artykułami opisującymi te dwa potworne wydarzenia pojawiło się mnóstwo komentarzy osób dorosłych typu co takie dzieci mogły mieć za problemy?

Będąc już dojrzałymi ludźmi zapominamy chyba jak to jest być nastolatkiem. Burza hormonów sprawia, że problemy nam wydające się błahe, w oczach kilkunastolatka rosną do niebotycznych rozmiarów. Nieszczęśliwa pierwsza miłość, brak akceptacji ze strony rówieśników, problemy w domu – powodów może być mnóstwo, a dla młodego człowieka każdy jest ogromnie ważny. I czasem dzieje się tak, że te dzieci nie widzą już sensu w dalszym życiu, nie są w stanie sobie poradzić z przytłaczającą je sytuacją.

Czy my, rodzice, jesteśmy w stanie zapobiec tak tragicznemu końcowi? Najczęściej tak, tylko najpierw musimy zauważyć, że coś się dzieje i nasze dziecko potrzebuje pomocy.

Jak wyglądają dzisiejsze rozmowy z kilkunastoletnimi dziećmi? Co tam w szkole? 5-minutowa zdawkowa rozmowa i nastolatek zamyka się w pokoju, a matka/ojciec wraca do swoich problemów.

Dorośli nie traktują dzieci na poważnie. Uważają, że nie mają problemów, że ich jedynym zmartwieniem jest jedynka ze sprawdzianu, a tak to ich życie jest jedną wielką zabawą dopóki nie skończą 18 lat.

Błąd. Bardzo duży błąd. Młodzi ludzie przeżywają rozterki – większe lub mniejsze – a my, jako dorośli, doświadczeni już przez życie, powinniśmy być ich przewodnikami. Nie narzucać im swojego zdania, ale pomóc im przejść przez ten jeden z najtrudniejszych okresów – okres dojrzewania. Rozmawiać – od początku, odkąd te nasze maluchy nauczą się mówić. I nie przestawać jak pójdą do podstawówki, a tym bardziej do gimnazjum, czy szkoły średniej.

Pamiętajcie też, że dzieci widzą Wasze problemy – finansowe, małżeńskie. To też są członkowie Waszej rodziny i powinniście z nimi o tym rozmawiać.

Dlaczego o tym piszę? Bo wiem jak to jest – z perspektywy dziecka, które już nie jest w stanie znieść kolejnego dnia i chce sobie odebrać życie…

Mój ojciec był alkoholikiem. Rodzice mieli firmę, więc miał za co pić. To nie tak, że zaczął pić nagle. Nie. On już pił jak poznał moją mamę. Dobrze wiedziała w co się pakuje, ale chyba liczyła, że się zmieni. Nie wiem. W każdym bądź razie całe pierwsze 16 lat mojego życia, dopóki ojciec nie zmarł na marskość wątroby, to tylko kłótnie, kłótnie, kłótnie i jeszcze raz kłótnie rodziców. Hmmm… Może bardziej krzyki mamy. Tata rzadko odpyskowywał. Zamykałam się w pokoju, przyciskałam dłonie do uszu i czytałam książki lub starałam się uczyć. W 5 klasie szkoły podstawowej miałam już nerwicę. Nikt tego nie zauważył. W 6 klasie po raz pierwszy nie byłam w stanie tego wytrzymać. Po raz pierwszy sięgnęłam po nóż. Pamiętam jak trzymając go nad nadgarstkiem myślałam, że jak mnie znajdą to w końcu się otrząsną, w końcu do nich dotrze – do ojca, że ma rzucić picie, a do mamy, że istnieje coś jeszcze poza alkoholizmem jej męża. Po chwili jednak przypomniało mi się, jak przypadkiem dowiedziałam się, że moja babcia jednak nie umarła na wylew, gdy miałam 9 lat, tylko się otruła i jaki to był dla mnie szok. Już wtedy uważałam, że odebranie sobie życia nie jest aktem odwagi, jak niektórzy uważają, a aktem tchórzostwa – łatwiej odpuścić niż zmierzyć się z problemami i próbować sobie z nimi poradzić. Powiedziałam sobie, że nie jestem tchórzem, że dam radę.

W ciągu następnych lat jeszcze kilka razy chciałam zrobić to samo. Ciągle myślałam o tym, że byłoby łatwiej, gdyby mnie nie było. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Dopiero niedawno przyznałam się do tego mamie – zbagatelizowała sprawę. Ona nie miała czasu, żeby ze mną rozmawiać, bo musiała utrzymywać rodzinę, prowadzić sama firmę. Hmm… A mój mąż się dziwi, dlaczego ja uparcie twierdzę, że moje dziecko nie musi mieć wszystkiego – wystarczą mu rodzice, którzy poświęcą mu czas.

Denerwuje mnie, gdy czytam, że nie masz być przyjacielem dziecka, a jego rodzicem. A co stoi na przeszkodzie, żeby być tym i tym?! Mam jeszcze malutkie dziecko, ale zawsze poświęcę czas na rozmowę z nim, gdy będzie większe. Tylko wtedy więź między Tobą a dzieckiem zrobi się jeszcze bardziej nierozerwalna, i tylko wtedy – nawet jeśli samo nie będzie chciało opowiedzieć Ci o swoich problemach – sam Mamo/Tato zauważysz, czy coś się dzieje, bo po prostu będziesz na prawdę znać swoje dziecko, a nie tylko będzie Ci się wydawało, że je znasz.

Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi. Zanim będzie za późno…

Wiecie, co napisali ludzie, którzy znali tego 15-letniego chłopca?

Ale on był ciągle uśmiechnięty…

Jedno przemyślenie na temat “Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi. Zanim będzie za późno…”

  1. ~Słoneczko pisze:

    Na moje bolączki duszy pomógł rytuał na depresję wykonany przez Samaela. Czasem warto sięgnąć po niekonwencjonalne metody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>